Był maj 1944. Front wschodni wkroczył na ziemie polskie... Kilka miesięcy wcześniej uczestniczyłem w spotkaniu dowództwa naszego rejonu z przedstawicielami okręgu warszawskiego AK. Omawiano plan zdobycia koszar niemieckich, czyli dawnej zawodowej szkoły gazowej na rogu Gdańskiej i Paska, na wypadek wybuchu powstania. Z wielką dokładnością ustalano, kto gdzie uderzy, jaka będzie rola poszczególnych drużyn, a nawet sekcji, jakie należy przewidzieć warianty zastępcze. Byłem zachwycony precyzją planu. Wierzyłem, że wszystko się uda - z zapadnięciem zmroku drużyny „spłyną” z zakonspirowanych kryjówek na pozycje szturmowe. W nocy, z wybiciem godziny „W”, uderzą na kompletnie zaskoczonych żołnierzy Wehrmachtu...
Kiedy nadeszła ta chwila, wszystko się poplątało.