Przy Górczewskiej 17 stoi dom wypalony na początku sierpnia 1944 roku, potem wyremontowany, ale nie do końca. Jeszcze dziś widać od podwórka ślady po kulach. Tutaj mała dziewczynka słyszała odgłosy strzałów i wybuchów, widziała płomienie i dymy, a w końcu dotarły do niej straszne głosy w obcym, szczekliwym języku i ujrzała potwornych ludzi w ciemnych uniformach, którzy wyganiali wszystkich z domów. Na bruku ulicy zobaczyła sąsiadów, którzy spali w jakichś dziwnych pozach ze wzdętymi brzuchami. Coraz więcej i więcej widziała tych śpiących. Ojciec trzymał ją mocno za rękę, a matka przytulała do serca maleńkiego braciszka, kiedy stawiali ich trzykrotnie pod ścianą.