Wojtek spod Monte Cassino - Niedźwiedzi czas
Roześmiałem się, bo lubię, gdy polskie sprawy stoją coraz lepiej. Było więc coraz milej i weselej. W pewnym momencie pytam: „A o misiu spod Monte Cassino pan słyszał?”. „Co u diabła starego - chłopak odpowie - jak tylko przyjechałem do Polski, wszyscy pytają mnie o tego misia, naprawdę był taki ważny?”.
No więc opowiedziałem mu tę historię, nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Wam też opowiem, choć zacznę słowami Wiesława A. Lasockiego, autora uroczej książeczki wydanej przez Polską Fundację Kulturalną w Londynie:
„Wojtek, brunatny niedźwiedź, wiemy towarzysz polskich żołnierzy, urodził się w wysokich i dzikich górach Iranu.
Monte Cassino@
W naszym kraju odnosi imponujące sukcesy książka Matthew Parkera o . Jakiś czas temu pogadałem sobie z autorem: chłopak zresztą młody i bystry, książka też niegłupia. W pewnym momencie miłej konwersacji ów młody dżentelmen zaczął mi wyliczać, na jakie to języki jego książka została przełożona.
Monte Cassio „A na francuski była?” - pytam. „Niestety nie, choć bardzo chciałem, bo to wielki rynek. Dlatego też mocno podkreśliłem w tekście rolę Francuzów, pewnie z niejakim uszczerbkiem dla czynów waszej nacji. I to był błąd - powiada dalej - bo w waszym kraju spotkałem się z przyjęciem tak gorącym, że jak będę pisał o dziejach budowy Kanału Sueskiego, to znajdę jakiś polski wkład w to wielkie dzieło”.

Wojtek Niedźwiadek
Matkę stracił, gdy miał około trzech miesięcy. Małe¬go niedźwiedzia sierotkę sprzedano grupce polskich żołnierzy odpoczywających na postoju w górach.
Była to wiosna roku 1942...”. Niedźwiadek szybko dorósł do wojskowej posługi - już w Palestynie wcielono go do 22. Kompanii Zaopatrzenia Artylerii 2 Korpusu.
Był wielkim służbistą, jednakże nieco przesadnie rozmiłował się w piwie i winie, tudzież popadł w okropny nałóg nikotynowy. Prawda, że papierosów nie palił, lecz je połykał - ale zawsze. Na początku batalii o Monte Cassino nieco spietrał go huk ar-mat, jednakże szybko się pozbierał, odzyskał morale i dzielnie pomagał rozładowywać skrzynie z amunicją.
Po zwycięstwie jego stylizowany wizerunek, stał się odznaką kamratów z 22. kompanii, którą nosili na swych mundurach.
Wojtek był więc żołnierzem, który walczył nie w mundurze, tylko na mundurze...
Bohaterki Patriotyzm
Piękna tablica ku jego czci znajduje się w słynnym Imperial War Muzeum w Londynie.
Niestety, jego koniec był chmurny - wylądował za kratami w edynburskim zoo. Aby legitymizować swój patriotyzm (trele-morele), komuna chciała go ściągnąć do kraju - jako kolejnego bohatera wojennego. Pewnie też wsadziliby go za kraty. Polska emigracja uniemożliwiła ten niecny zamiar, ale i tak Wojtek już nigdy nie wy-szedł na wolność.
Ta historia jest prawdziwa, przynajmniej w ogólnych zarysach, ale ogólne rysowanie to największy przywilej felietonisty. Nie wiem tylko, czy wesoła jest, czy smutna.
Mam wszakże obawę, że w jej zakończeniu można zobaczyć gorzką metaforę polskiego losu.