R.U.T.A. i Freeborn Brothers w Vinylu
Ostatnio na dzień przed odpustem, 7 lutego
w karczmie, co się Vinyl zwie, granie było i tańcowanie do późnych godzin nocnych. Wioskę naszą odwiedziła trupa muzykantów z samiuśkiej Warszawy, ale po kolei...
Na rozgrzanie chłopów, co to, ledwie o zmroku, się od obowiązków oderwali (bo karbowy wtedy dopiero pozwolił), zagrali dwaj cygańscy muzykanci z naszej wioski. Zwią się oni The Freeborn Brothers, co w mowie Angielczyków znaczy, zdaje się, Wolno Urodzeni Kmiecie. Co oni we dwóch na scenie wyprawiają! Grają ci dwaj muzykę ludową zza wielkiej wody i istne wybuchy energii przy tym z siebie wydobywają.
Żar z nich bucha jak z pieców, a zachowują się jako te koty w marcu. Dwóch ich jest jeno, a instrumentów bez liku: gitara, stopa, tamburyn, banjo, blachy, a nawet tara do prania. Nogami i ręcami grają naraz! Dodatkowo na występy niespodziankę przygotowali. Na sam koniec zagrali z bardzo rozbudowaną, kilkuosobową orkiestrą. Radości wiele nam przysporzyli, chłopów i baby rozgrzali bezbłędnie.

Później wystąpiła grupa buntowniczych grajków z daleka przyjechałych. Plotki głoszą, że już niejedną rabację wywołali, a ich trasę koncertową znaczy szlak spalonych dworów. U nas nie inaczej było. R.U.T.A., bowiem o tej to kapeli mowa, przyjechała w okrojonym składzie, ale mimo tego siłę w sobie miała okrutną. Brakło, na przykład, Gumy Kanoniera, który to śpiewak z moskiewskich krain pochodzi, ale dzielnie zastępował go Robal - znany dezerter z carskiej armii. Trupa darowała sobie wolne dumki i skupiła się raczej na obłędnie prędkich galopkach. Tak to nam się spodobało, że wszyscy zapomnieli o zmęczeniu, puścili się w tany tak szaleńcze, że aż drzazgi się sypały z powały, a polepa cała się podziurawiła obcasami. Wschodniego, kozacko- białoruskiego sznytu dodała Apostazja Nahajkowiczówna, śpiewaczka o ślicznym głosie. R.U.T.A. zaprosiła też na scenę malusie dzieciątka, które wyśpiewały pieśń o przywiązaniu do ich matuli -Anarchii.
Tak nas, biednych chłopków, R.U.T.A. natchnęła, że złapaliśmy co tam kto miał pod ręką i ruszyliśmy z batogami na panów. Powiesilim ekonoma z karbowym i przystawcę takoż, zruciliśmy ksiydza z kazalnicy, siekiereczkami porąbaliśmy kości w panu, panią ucięliśmy toporem, a pańskie dobra spopielilim.
Ranośmy wstali z szumem w głowie i niczego nie żałowalim. Popolupo.